Archiwum 10 listopada 2005


lis 10 2005 Mgła wszechwiedząca...
Komentarze: 3
Był to stary, jakby zamkowy korytarz, wąski, ciemny. Na ścianach wisiały pochodnie, które swymi tańczącymi płomianiami tworzyły tajemny półmrok. Z sufitu gęsto zwisały korzenie jakiś roślin, między którymi rozpięte były potężne łańcuchy pajęczyn, będące miejscem zamieszkania pewnej grupy wyspecjalizowanych w zabijanu stawonogów. Na zimnych ścianach dostrzec można z łatwością rozbryzganą, zastygłą już krew. Cichutko.. tuż nad kamienną posadzką skradała się biała, półprzeźroczysta mgiełka... w powietrzu unosił się ochydny zapach strachu, Ktoś mnie obserwuje, to uczucie, towarzyszy mi od początku - pomyślał. Szedł dalej powolnym, ostrożnym krokiem. Długie pomieszczenie, specyficznego klimatu nadawały mu roztańczone, od podmuchów chłodnego wiatru, płonące pochodnie, dzięki którym wszystko zdawało się poruszać. Poruszać swoim powolnym rytmem, choć było to tylko złudzenie. Może tak, a może nie. Tej nocy nie wszystko jest pewne. Mroczny, hipnotyczny taniec cieni. Wszechobecne ślady krwii, jej zapach wgryza się w nozdrza. Korytarz zakończył swój bieg, a wraz z nim napawające dreszczem, uczucie obserwacji. Rozpostarł sie przed nim krajobraz rozpaczy. Stary gotycki cmentarz. Wielkie, skruszałe już kamienne krzyże wbite w małe wzniesienia przedstawiające nieznane groby. Wszędobylski mech, porosty, czas i warunki atmosferyczne przez całe lata niszczyły tenże, niegdyś zadbany, połać gruntu. Mgła, ona jest wszędzie, znacznie gęstsza niż w korytarzu, chłodniejsza, nie pozwalająca na to, aby ją zignorować. Tak gęsta, że gdyby nie silne światło księżycowe, to z pewnością nie dostrzegłby nawet własnej dłoni. Ziemia była czarna, spopielona. Na tym czarnym morzu niczym wysepki archipelagu rosły skupiska, kępy trawy. Przyroda wraca powoli do swego normalnego rytmu życia, dąży do harmonii, w przeciwieństwoe do człowieka. Drzewa tej połaci były także w martwiczym letargu, zbyt ciężkie rany poniosły. Je czeka śmierć. Nie zostanie po nich nawet wspomnienie. Myślał że trafił na dawne cmentarzysko. Dziwne jednak było ono, gdyż co krok, potykał się lub nastąpywał na jakiś oręż... Miecze, szable, topory, włócznie, wikiery ... nie zabrakło tez rynsztunku takiego jak tarcze, pawęże, ciężkie i lekkie zbroje, żelazne rękawice. Narzędzia niosące i pomocnicze w zadawaniu bólu, uśmiercaniu drugiego istnienia. Rozejżał się dookoła. Znów to czuje, znów to okropne uczucie. Obserwacja. Nagle coś dostrzegł, gdzieś tam we mgle. Cień, być może człowieka. Owa postać jednak zniknęła z pola widzenia równie szybko jak się pojawiła. Nie uspokoiło go to jednak, ponieważ wciąż był mas, w nieznamym mu dotąd miejscu. Podążał więc dalej, nie wiedział gdzie, chciał tylko odejść z tąd jak najszybciej. Tym razem na jego drodze pojawiło się coś innego. Były to ścierwa ludzkie, które kiedyś można było nazwać wojownikami lub rycerzami. Dziwne. Tak jakby przeniósł się w czasie. Na niektórych zwłokach dostrzegał jeszcze robactwo które w swym głodowym szale toczyło resztki ścięgien, mięśni i innych tkanek. Odziane w ciężkie pancerze, leżące jeden na drugim. poprzebijane halabardami. Zmiażdżone od potężnych uderzeń wojennych młotów. Choć były to już tylko szkielety, dostrzec można było ból, cierpiernie i strach... a zarazem gniew, agresję, nienawiść. Powietrze miało dziwny... słodkawy zapach. Zapach śmierci? ... nie do opisana, każdy z nas kiedyś go poczuje. Uczucie, że ktoś go odbserwuje było coraz silniejsze... w tle dało się słyszeć złowieszczy śpiew kruków... przeplatany nutami chłodnego wiatru. Coraz większy strach rozdzierał jego umysł. Szarpał nerwy. W jednej chwili, jakby z czeluści piekielnych pochodziła i zstąpiła na ziemię, pojawiła się Wysoka, okryta szerokim płaszczem postać. Na głowie zaś miała wielki kaptur. Chciał przyjżeć się jego twarzy, lecz Mrok starannie ją skrywa. Mroczna postać odwróciła się na pięcie i odchodziła ... znikała we mgle. Chciał podążyć za nią, po kilku krokach stracił Mrocznego Nieznajomego z oczu, sosrzeł jednak coś innego. Intrygujące, tańczące płomienie. Były blisko, o kilka kolejnych kroków dalej. Postanowił podejść ALE... zimna stal mu w tym przeszkodziła. Poczuł jak w jego ciało, z chirurgiczną precyzją, zagłębia się ostrze, trzymane w dłoniach Mrocznej Postaci. Dostrzegł szyderczy uśmiech na jego twarzy, tym razem zakrytej niecałkowicie przez Cień. Gardło zalała krew, która wyciekała ustami, nosem, wlewała się do jamy żołądka oraz płuc. Krztusił się próbując złapać oddech. Osunął się na kolana, Ciemność zapadła całkowita, Ciemność. Czuł jak uchodzi z niego życie, przejmujący chłód i smutek.
para_medic : :